czwartek, 5 sierpnia 2010

Ground 5 - Chodnikowe filozofie


Lokalizacja: Południowe miasto Polski - takie jakich wiele w naszym kraju.
Przywołuje mi na myśl pewne rozważania o sensie życia pewnego autora komiksów. Gdybym był żabą, pewnie tylko tyle albo aż tyle obejmowałaby moja perspektywa - zresztą czy ludzka perspektywa jest szersza?
Z rozmyślań o: W zasadzie nie ma w tym zdjęciu nic specjalnego, ale przypomina mi o chwilach w których po strasznym stresie i zabieganiu nagle siadam sobie gdzieś na boku zurbanizowanej natury i chłonę ją bez reszty uświadamiając jak to czym byłem ostatnio zaabsorbowany nie ma żadnego znaczenia. Są to chwile, które teoretycznie nie zaspokajają żadnych moich potrzeb, ani nie realizują mnie, ale pozwalają przypomnieć sobie, że wszystko do czego dążyłem, dążę czy będę dążył w konfrontacji z "naturą" jest wartością bliską zeru. Lubię wszystko zamykać w perspektywie globalnego wszechczasu  w którym każdy mój ruch, każda spożytkowana energia jest tylko cząstką wielkiego organizmu (który beze mnie i miliona takich jak ja w naszych krótkich życiach i tak osiągnie swoje cele). Kontemplowanie natury po momencie przesilenia psychicznego, kiedy wydaje mi się, że już nie dam rady więcej, pozwala na złapanie drugiego oddechu. Ubóstwiam te momenty, ubóstwiam ten stan zbliżony do upojenia alkoholowego lub narkotykowego, ale lepszy bo nie kosztujący mnie nic, ani centa fizycznego czy psychicznego zmęczenia. To prawie coś jak "Ignorance is a bless...", te chwile uwalniają mnie od popędów, potrzeb, obaw, te chwile to wentyl bezpieczeństwa bez którego system na pewno by się zawiesił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz