sobota, 31 lipca 2010

Ground 4 - Nieznośna lekkość bytu


W zasadzie fotka miała dotyczyć zupełnie innej sytuacji, ale skoro się przytrafiło to przejdę do konkretów, będzie o roztargnieniu. Czasami brnąc do przodu jak na powyższej fotografii zapominamy, że pozostawiamy coś za sobą i wcale nie mam na myśli wielkich rzeczy tylko .. ale do szczegółów przejdę zaraz. A było to tak.

Zostałem powołany do służby małżeńskiej celem nabycia kilku produktów spożywczych w drodze po pracy w jednym z hipermarketów - misja samotna w pojedynkę - jeden mały facet, wielki sklep i miliony dziwnych produktów. Przyznam, że jest to jedna z najgorszych rzeczy jakie przychodzi mi czynić w życiu i nie powiem żebym był zachwycony zaistniałą sytuacją.

Akcja sklep szła ciężko. Po wielu konsultacjach telefonicznych - co do weryfikacji produktów - z moją partnerką życiową, udało mi się skompletować odpowiednie warzywa posiadające żądane parametry objętościowe, wagowe itp. Cała operacja na dziale warzywnym trwała bez mała 40 minut i z uwagi na pewne niedobory w asortymencie nie zakończyła się 100% powodzeniem, ale tak czy inaczej poczułem swego rodzaju satysfakcję.

Po etapie pierwszym udałem się w kierunku kolejnych sekcji o wiele mniej zajmujących (tych z niższym levelem trudności) i po kilku kolejnych skompletowanych produktach dotarłem do działu z alkoholami celem nabycia słodkiego wina deserowego. Dział alkoholowy jak to w takich sklepach bywa zajmuje jedną alejkę z dodatkowymi półkami po środku przedzielającymi ją na dwie wąskie ścieżki. W jednej z nich zaparkowałem swój koszyk z dotychczasową zdobyczą i nie oddalając się od niego o dalej niż półtora metra zacząłem studiować wina deserowe. Po odnalezieniu stosownego gatunku sięgnąłem do zaparkowanego wózka i jakież było moje zdumienie, gdy w trakcie rozplanowywania właściwego umiejscowienia nowego nabytku okazało się, że zawartość wózka nie odpowiada temu co zakodowała moja pamięć. Zamiast warzyw w środku zalegały ciasteczka, cukierki i inne zbędne mi przedmioty! Definitywnie nie był to mój koszyk, ale stał dokładnie tam gdzie zostawiłem swój. W pierwszej chwili zweryfikowałem pamięć i stwierdziłem, że albo mam kompletną amnezję i nie pamiętam po prostu co było w środku, albo ktoś z roztargnienia zabrał mój niedoszły dobytek. Po przeszukaniu działu alkoholowego oraz najbliższej okolicy tegoż działu potwierdziły się moje obawy - wózek został nieświadomie uprowadzony... Stałem jak wryty wymachując rękami. Gdybym był słyszalny telepatycznie rozległby się straszny krzyk wyrażający rezygnację, złość i bóg wie co jeszcze - rozłożyłem ręce i czekałem... Zastanawiałem  się jak bardzo trzeba odpłynąć mentalnie żeby nie zorientować się w zawartości koszyka zakupowego i odjechać na tyle daleko żeby nie móc powrócić i go odnaleźć.
Po pięciu minutach bezowocnego czekania poddałem się i z perspektywą konieczności ponownej wizyty na warzywniaku postanowiłem udać się w tamtym kierunku. Przez myśl przy okazji przeszły mi wszystkie gry, które po niepowodzeniach zmuszały do powtarzania czasochłonnych etapów od początku bez taryfy ulgowej. No cóż pomyślałem, przecież to nie pierwszyzna tylko tym razem w realu. I wtedy w najmniej spodziewanym momencie pojawił się on! Właściciel podmienionego czterokołowca nadjechał z przeciwka - nomen omen, jak się okazało, obywatel Niemiec. Ech.. jakaż była moja radość, gdy okazało się że w końcu zorientował się w sytuacji i zaczął poszukiwania utraconego dobytku. Z wrażenia wyciągnąłem rękę a uściskom dłoni nie było końca. To się nazywa Wymiana Międzynarodowa - bez słów, bez zbędnych negocjacji - czyste emocje i ta dziecięca radość!

Z rozmyślań o: Na zakończenie dodam, że wg pani obsługującej dział alkoholowy taka sytuacja zdarza się często.. Widocznie, alkohol ma coś takiego, że miesza w umysłach nawet przed spożyciem. Cóż, czyli nawet przewożenie alkoholu może być niebezpieczne - "Nigdy nie jeżdżę z alkoholem".

niedziela, 25 lipca 2010

Ground 3 - Próżne żale



Powiedzmy, że stoję na skraju lasu i mam wyjść na cholerne słońce i rozgrzane do czerwoności chodniki wielkiego miasta.. Tak się właśnie czuję przed jutrzejszym zetknięciem z szarą rzeczywistością, schematami dnia itp. niewolnictwem codziennej pracy, której nie nazwałbym swoim powołaniem. To zabawne uczucie ma chyba każdy - coś pomiędzy smutkiem po imprezie, gdy ostatni goście opuszczają dom następnego dnia, a złością przed nieuniknionym zanurzeniem w codzienności. Dodatkowo przytłacza mnie ogrom możliwości, który utrudnia wybranie właściwej drogi, a pociesza fakt, że dopóki żyję mogę wybierać.

Ha zanim jednak jutro stanę przed światem pamiętajcie ludziska, że Wy też tam jesteście!
Z rozmyślań o: I nie odwracaj się, ta droga jest jak czas nieodwracalna.

sobota, 24 lipca 2010

Ground 2 - Puszka Pandory



Do posłuchania w trakcie czytania:

No tak koniec urlopu. Powrót nie jest piękny, ale pocieszam się jeszcze jednym ostatnim słodkim dniem błogiego nic nie robienia i surfowania po necie, potem pozostanie już tylko masakra. Powyżej fotka z Rowów - fantastycznego miejsca nad naszym uroczym i zimnym Bałtykiem. Fotka jest banalna, ale ekspertem fotografii siebie nie nazywam, dlatego wrzucam to co w miarę, powtarzam w miarę się nadawało. Ostatni tydzień to dużo myślenia o komiksach i ludziach, kilka zapomnianych projektów oraz fatalna w skutkach wpadka z niepotrzebną wypowiedzią na temat sensu życia.

Z rozmyślań o: Jednym z tematów spotkań na wakacjach był jak wspomniałem sens życia - żałuje, że nie ograniczyłem się do odpuszczenia domowej filozofii i wdałem się w bezsensowną dyskusję, która otworzyła Puszkę Pandory - dosłownie i w przenośni - zamykając szczelnie pewne znajomości, a nawet stawiając mnie w bardzo ciężkim świetle przed sobą samym... Czy mówiąc o tym w co wierzymy, możemy być obłudni i pozostawać w sprzeczności z życiem jakie wiedziemy? nie wiem. Wydaje mi się jednak, że najważniejsze jest szczęście i jeżeli jesteśmy szczęśliwi (z całym naszym bagażem) to wszystko jest ok, niezależnie od naszej wiary czy nie wiary.. Dobrze też, gdy osoby z którymi utrzymujemy kontakt wiedzą o naszym zwichrowanym umyśle i akceptują nas takich jakimi jesteśmy.

P.S. Staram się pamiętać, że za ciężki bagaż może każdego z nas przewrócić, ale nawet wtedy możemy się podnieść i być może wypadnie to co spowodowało upadek. W końcu prawdziwych ludzi poznaje się po tym czy potrafią się godnie podnieść.

niedziela, 18 lipca 2010

Ground 1 - O puzzlach, serialach, trofeach i innych czasopożeraczach

Jak na załączonym obrazku. Znajdziecie tu tylko i wyłącznie przyziemne fotografie, czyli punkt widzenia jakiego zwykle się nie przedstawia. Powiedzmy, że mam taki fetysz. Na powyższym obrazku prezentuje moje ostatnie miejsce pracy - przed odchwaszczeniem wyglądało tragicznie.

Z rozmyślań o: Czyszczenie całej powierzchni kostki (zajęło trzy pełne dni) potrafi być nieźle wciągające - porównałbym to do układania puzzli, zdobywania trofeów w PS3 albo no nie wiem każdej innej czynności, która jakkolwiek głupia by się nie wydała wciąga i chcemy osiągnąć pełny sukces, zaliczyć ją w 100% (np. coś jak zobaczenie wszystkich odcinków serialu). Jeżeli taka jest natura człowieka to jaki procent czynności stanowią kompletnie głupie i nic nie wnoszące zajęcia, a jaki procent jest "pożyteczny". Ha i tu jest haczyk, bo w zasadzie nie wiadomo co jest a co nie jest pożyteczne..
W każdym razie życzę wszystkim 100% satysfakcji w swoich głupich czy mniej głupich zmaganiach, i jak najmniej chwil z uczuciem braku sytości, czy niemożności ukończenia czegoś co przestało być w naszym zasięgu zanim to ukończyliśmy..
Lokalizacja: Gdzieś w górach południowej Polski.