Ścierwo konsumpcyjne daje się niejednemu we znaki. Niejeden nie potrafi rozmawiać o niczym innym jak materialnym kurewstwie i od razu wiadomo, że jego "kupka" rośnie bezsprzecznie na chwałę próżności jego i kolejnych pokoleń pętaków życiowych w ścierwie ubabranych. A ścierwa nie potrafi niejeden wykorzystać, bo dopóki ma tak przyjazną postać, że daje się wymienić na WSZYSTKO, to nawet do spełnienia potrzeb nie nadaje się. Dobre ścierwo jest takie, które grzecznie pozostaje w naszym władaniu pod swoją postacią, grunt żeby był szybki dostęp... A gdyby tak zniknęło? O zgubo! To byłoby niedopuszczalne, piekło na ziemi, ale gorsze niż w piekle! Jak to JA? MOJE ŻYCIE? MOJA PRACA? Krwawica! Próżność! Chęć posiadania! I cała ta zguba na chwałę istnienia, bo przecież czymże byśmy byli bez naszych ścierw życiowych.
Popieram aścierwalnych i wracam do ścierwiska trochę się pobabrać, a nuż tym razem zaścierwi się i moje życie, ba i spojrzę na Was ze ścierwem w oku. A przecież duszę mam aścierwalną, ale jakoś tak wyrazić się nie umiałem i teraz przychodzi mi żyć w środowisku, gdzie już studia dyktuje się dziecku tak żeby bez trudu potem zaścierwiało swoje życie, bo dusze zaścierwiałą to już ma.
Pisałem o ścierwieniu no i dobrze. Ale o ścierwieniu w sensie materialnym i przychodzi mi taka oto konkluzja - a może ześcierwieć można kulturalnie, albo seksualnie - pozostaje pytanie czy takie ześcierwienie jest równie negatywne, i czy wywołuje podobne odruchy wymiotne...

